Miłość – rozważania

Miłość - ilustracja

Miłość. Jedna z jej krótkich definicji to po prostu dobra wola. Ale kojarzy się to z dobrymi intencjami, którymi ponoć wybrukowana jest droga do piekła. Więc może dobra wola w działaniu? Ale kiedy i na jakich warunkach? A może bezwarunkowo?

Przysłowie o piekle pełnym dobrych intencji sięga wielu wieków wstecz i ma różne brzmienie, lecz sprowadza się do jednego wniosku – że same dobre intencje nie wystarczają. Ale prawda jest też taka, że nikt nie jest w stanie wprowadzić w czyn wszystkich swoich dobrych intencji. Dlatego Bóg je ceni u swoich dzieci. Problemem jest raczej to, że te dobre intencje nie są rzeczywistością dziejącą się w naszych sercach i umysłach, lecz jedynie teoretycznymi deklaracjami, a to kluczowa różnica. Dlaczego więc definicja miłości jako dobrej woli wydaje się być najlepsza? Dlaczego nie „ciepłe uczucia dla kogoś” albo „wyświadczanie komuś przysług, spełnianie zachcianek”? Albo „myślenie o kimś jak najlepiej, połączona z chęcią uściskania go”? Życie pokazuje nam najlepiej, że najdojrzalsza i najdoskonalsza miłość nie wyraża się wcale jedynie w taki sposób. Rodzic, który mądrze kocha swoje dziecko, nie daje mu wszystkiego, czego zapragnie. Potrafi odmówić mu używając swojego autorytetu, póki go jeszcze ma. Pokazuje mu jego ograniczenia dla jego własnego dobra. Ustala granice. Stosuje kary. Jeśli kogoś kochamy, powinniśmy pragnąć dla niego dobrych rzeczy, ale dobrych nie z jego punktu widzenia, ani nawet z naszego punktu widzenia, lecz z punktu widzenia Boga. A więc poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko.

Jak poznać punkt widzenia Boga i jeszcze zastosować go wobec bliźnich? Tylko starając się o ducha Bożego w sobie. Wtedy tylko można przejawiać dobrą wolę jeśli jest się w bliskiej relacji z Bogiem. Ale będzie się ona przejawiać różnie.

Miłość czasem, a nawet całkiem często, potrzebuje stanowczości. Miłość musi umieć powiedzieć „nie”. Miłość czasem musi pozostać w sferze dobrej woli, gdy nic nie możemy dla kogoś zrobić. Warunki? Nie. My jako stworzenia jesteśmy sobie równi. Nie możemy stawiać warunków ani sobie nawzajem, ani naszemu Stwórcy. Mamy szanować każdego człowieka jako jednostkę. Ale w relacjach będzie to wyglądało różnie, bo miłość musi kierować się sprawiedliwością i mądrością. Nie może być ich pozbawiona, a więc mądrość podpowiada naszej miłości do dziecka, że powinniśmy nim „porządzić”, jeśli się myli, a naszej miłości do braci, że powinniśmy ich upomnieć jeśli grzeszą

(Mat.18:15).

„A jeźliby zgrzeszył przeciwko tobie brat twój, idź, strofuj go między tobą i onym samym: jeźli cię usłucha, pozyskałeś brata twego.”

W tych dwóch przykładowych sytuacjach miłością nie jest powstrzymanie się od działania. Byłoby to zaprzeczenie miłości

(Hebr. 12:6)

„Albowiem kogo Pan miłuje, tego karze, a smaga każdego, którego za syna przyjmuje.”

A więc pewne warunki istnieją. Ale one nie mogą pochodzić od nas. Muszą być podyktowane wyższymi zasadami. Miłość to trudny temat. Zarówno w praktykowaniu, jak i w opisywaniu. 

cdn..

Comments are closed.